„Nasz powrót”
Mścisław Wikaryjczak
Pragnę przybliżyć fakty sprzed 62
lat, które doprowadziły do powrotu Ziemi Przechlewskiej w granice naszego
państwa.
Jesienią 1944 roku przybyła tu ludność uciekająca przed Armią Czerwoną z Prus
Wschodnich. Powiat człuchowski musiał przyjąć 800 uciekinierów z krajów
bałtyckich. W tym czasie niektórzy mieszkańcy udawali się już do rodzin w głąb
Rzeszy. W atmosferze entuzjazmu i dumy narodowej starano się pomijać milczeniem
zawiadomienia o kolejnych zabitych krewnych i znajomych Znamy liczbę poległych
żołnierzy z okolicy: 1939 r. – 3, 1940 r. – 2, 1941 r. – 11, 1942 r. - 17, 1943
r. – 34 i 1944 r. – 33. Niestety, trudno jest ustalić liczbę ofiar w ostatnim
roku wojny. Większość zginęła na froncie wschodnim. Pod Stalingradem zginął
m.in. syn rektora szkoły Jakuba Grochockiego, ksiądz Johannes.
Jesienią 1944 roku Niemcy rozpoczęli prace szańcowe w rejonie Białego Boru, Gwdy
i Szczecinka, wzdłuż Wału Pomorskiego. Jak zapisał wówczas mieszkaniec Pawłówka:
„Wiele kobiet, dziewczyn i starszych mężczyzn, a nawet dzieci ściągano do pomocy
w kopaniu i usypywaniu umocnień. Czy to pomoże, aby zapobiec i zatrzymać
niebezpieczeństwo, które się zbliża? Z początkiem nowego roku linia frontu
zbliżała się coraz bardziej do naszej granicy, którą pięć lat temu, pewni
zwycięstwa, przekraczaliśmy w odwrotnym kierunku”. Powołano pospolite ruszenie
mężczyzn w wieku 16-65 lat, ucząc ich przede wszystkim posługiwania się
rusznicami przeciwpancernymi. Ostatecznie całą ludność powołano „do zadań obrony
Rzeszy”.
W grudniu 1944 roku rozpoczęto przygotowania ewakuacyjne. We wszystkich tzw.
„zagrożonych” powiatach powołano do życia tzw. „Komisje Alberta”, które
zajmowały się całością spraw związanych z ewakuacją. W miarę jak zbliżał się
front, w życie na terenach zamieszkałych przez Niemców wkradał się chaos.
Kolosalne straty spowodowała ewakuacja administracji niemieckiej oraz
wywiezienie większości urządzeń z zakładów i przedsiębiorstw na tereny położone
za Odrą. W tym samym czasie miały miejsce wielkie migracje ludności. 19 stycznia
1945 roku zorganizowano tu planową ewakuację ludności. Uczestników tej akcji
zobowiązano do zabrania dokumentów, żywności, garnków, naczyń stołowych, zapasu
odzieży oraz paszy dla koni. 1675 wyznaczonych mieszkańców okolicy postanowiono
ewakuować do Pyrzyc. Jednak z powodu złych warunków atmosferycznych („Głęboki,
na wpół stajały śnieg, lód i woda stanowiły przeszkodę nie do pokonania”) oraz
braku odpowiedniej ilości środków transportowych w akcji tej uczestniczyło tylko
425 osób. Kolejna ewakuacja miała miejsce w ostatnich dniach lutego 1945 roku.
Na przykład mieszkańcy Pawłówka musieli opuścić swoje domostwa 25 lutego o godz.
500. Pieszo, z tobołkami na plecach i w rękach, pchając swój dobytek na wózkach,
ruszyli przez Przechlewo w kierunku Sławna i Lęborka. Uciekinierów tych front
zastał rozproszonych niedaleko Lęborka 9 marca. Żołnierze radzieccy zabrali im
cały dobytek, nawet ubrania i buty. Kobiety zgwałcono, a wielu mężczyzn zabito.
Po sześciu tygodniach ciężkich robót niektórym rodzinom zezwolono na powrót do
Pawłówka.
Tragizm ewakuacji oddaje wiernie relacja jej uczestnika: „Nie jest drobnostką
przebywać setki kilometrów z kobietami, starcami i dziećmi, podczas gdy wicher
pędzi po drogach tumany śniegu i lodu. Zmęczone ciała jedynie nocą mogą trochę
odpocząć, konie natomiast słabną z dnia na dzień...”. Natomiast kronikarz z
Sąpolna odnotował: „Dużo dzieci zginęło z mrozu i głodu...”.
W okresie przymusowej ewakuacji część mieszkańców przybyła do proboszcza
przechlewskiego Feliksa Grzeszkiewicza, by zadeklarować mu chęć pozostania oraz
znaleźć u niego radę. Ksiądz Grzeszkiewicz z grupą przechlewian postanowił
schronić się w Krasnem koło Nowej Wsi (26 lutego). Po drodze przyłączyli się
mieszkańcy Przechlewka, którzy także zdecydowali się uniknąć ewakuacji. Po
przejściu frontu wszyscy powrócili do domów, a proboszcz 28 marca do swojej
pracy duszpasterskiej.
Różne były przyczyny ucieczki pojedynczych Niemców, bądź rodzin. Część z racji
zajmowanych stanowisk, czy też złego traktowania robotników przymusowych była
narażona na szykany wkraczających wojsk. Wielu uczyniło to pod wpływem
niemieckiej propagandy, która ostrzegała przed bolszewizmem, barbarzyństwem
Rosjan, zbliżaniem się mordów i gwałtów oraz wywózką na Syberię, co zresztą
znalazło potwierdzenie. Warto podkreślić, że mimo tych obaw jeszcze w 1946 roku
8 byłych działaczy NSDAP mieszkało na terenie gminy.
Dnia 24 lutego 1945 roku rozpoczął się drugi etap operacji pomorskiej. Wojska II
Frontu Białoruskiego pod dowództwem marszałka Rokossowskiego rozpoczęły
ofensywę. Zdobycie tych ziem poprzedził nalot przeprowadzony przez samoloty
radzieckie wczesnym rankiem 25 lutego. Celem nalotu było lotnisko w Zawadzie,
Nowa Brda, Sąpolno oraz prawdopodobnie dworzec kolejowy w Przechlewie. W tym
czasie wyładowywano tu czołgi 32 Dywizji Pancernej „Kurlandia”. W wyniku tego
nalotu trzy osoby zginęły: Charlotte i Gudrun Lück oraz nieznany mężczyzna (plac
przed domem p. Kowalczyka). Pochowano ich na prowizorycznym cmentarzu wojennym,
w ogrodzie szkoły katolickiej. Radzieckie bomby zniszczyły osiem budynków w
Przechlewie oraz dwór w Zawadzie. Następstwem nalotu była ucieczka około 1150
Niemców w kierunku Miastka. W samym Przechlewie pozostało około 100 mieszkańców.
Wojska niemieckie nie zamierzały oddać najbliższej okolicy bez walki - na
południe od Przechlewa utworzyły silny węzeł obrony. W tym celu generała Walther
Weiss ściągnął oddziały spod Miastka, wsparł je artylerią oraz około 100
czołgami, które zablokowały nawet drogi leśne. Próby przełamania obrony
niemieckiej, podjęte przez oddziały 40 korpusu dowodzonego przez generała
lejtnanta Mikulskiego, nie powiodły się. Niemcy potrafili wykorzystać dogodne
warunki terenowe: liczne jeziora, bagna, lasy. Obronie sprzyjały także warunki
klimatyczne, bowiem rozpoczęły się wiosenne roztopy – tereny nad Brdą zmieniły
się w rozlewiska. Wysadzone mosty na rzece ułatwiały odpieranie radzieckiego
natarcia. 26 lutego główne siły 19 i 70 armii, którymi dowodził generał lejtnant
Wasyl Popow znajdowały się na linii: zachodni brzeg Jeziora Charzykowskiego,
Polnica, Przechlewo, Rudniki (wszystkie te miejscowości znajdowały się po
stronie niemieckiej).
W nocy z 26 na 27 lutego Niemcy wykonali w okolicach Przechlewa 20 kontrataków
siłami od batalionu do pułku. Każdorazowo akcje piechoty wspierało 5- 10
czołgów. Jednak wojskom niemieckim nie udało się pokonać Rosjan.
27 lutego jednostki 40 korpusu 19 armii i 47 korpusu 70 armii, walczące na
wschód i zachód od Przechlewa, łamiąc niemiecką obronę posunęły się ok. 8- 10 km.
Niemcy obawiając się okrążenia wycofali się w kierunku Miastka. Część luźnych
oddziałów niemieckich schroniła się w okolicznych lasach, niektóre z nich
zostały rozbite przez żołnierzy 40 korpusu.
Szanowni Państwo ! 28 lutego od strony Jemielna i Rzeczenicy wkroczyły do
Przechlewa wojska radzieckie. Poszczególne miejscowości zostały zajęte przez
Rosjan w dniach 26 lutego - 3 marca 1945 roku. Jako ostatnie Nowa Brda i Żołna.
Wojska radzieckie zostały powitane przede wszystkim przez 200 Polaków i 47
Francuzów zesłanych tu na roboty przymusowe.
28 lutego w komunikacie z frontu Radio Moskwa podało: ,,Wojska 2 Frontu
Białoruskiego, kontynuując działania zaczepne, 28 lutego opanowały Neustettin
(Szczecinek) i Prechlau (Przechlewo)- ważne węzły komunikacyjne i silne punkty
oporu na Pomorzu oraz zajęły ponad 50 innych miejscowości...”. Zajęcie tych ziem
nie oznaczało końca walk o Przechlewo. Pod koniec marca 1945 roku liczny oddział
w mundurach Wehrmachtu zaatakował tutejszy posterunek milicji. Trudno jest
dzisiaj ustalić, czy byli to maruderzy z rozbitych oddziałów, czy też grupa
Werwolfu. Po krótkiej walce, przy pomocy żołnierzy radzieckich stacjonujących tu
pod dowództwem lejtnanta Wiktora Pochamowa, udało się pokonać napastników. Do
niewoli wzięto 25 ludzi, którzy zostali przekazani radzieckiej komendanturze w
Człuchowie.
Według danych niemieckich można w przybliżeniu ustalić straty ludzkie na
omawianym obszarze. Z Przechlewa w trakcie wojny zginęło około 135 osób, z
Pawłówka ponad 30, z Nowej Wsi około 70, ze Szczytna około 10, natomiast z Nowej
Brdy 10. Brak jednak danych dla pozostałych miejscowości. Z powodu załamania
psychicznego, w momencie zbliżania się frontu, 9 osób (w Przechlewie, Sąpolnie,
Garbku) odebrało sobie życie. Po zdobyciu tych ziem Rosjanie zamordowali ponad
15 osób w Przechlewie, ponad 10 w Lisewie oraz kilka w Pakotulsku. Zastrzelili
również 16-letniego Schafraniaka z Zawady. Gdy się w końcu dowiedzieli, że był
Polakiem, to pochowali go z „honorami” na cmentarzu w Przechlewie. Oprócz tego
prawie 280 mieszkańców zostało wywiezionych przez Rosjan na wschód. Pierwsi
wrócili w połowie 1947 roku, jednak większość z wywiezionych nigdy tu nie
powróciła. Z dostępnych danych wynika, że około 550 mieszkańców omawianego
terenu straciło życie w latach wojny.
Warto w tym miejscu przytoczyć relację Jana Reszki, jednego z pierwszych
milicjantów w Przechlewie: „Na długo w mojej pamięci utkwił dzień 9 maja 1945
roku. Wraz z żołnierzami radzieckimi zorganizowaliśmy wiec. Wzięli w nim udział
wszyscy mieszkańcy, nie wyłączając Niemców. Radośnie świętowaliśmy dzień
zwycięstwa, kładący kres wojnie”.
Niestety, pozostało w okolicy kilkadziesiąt bezimiennych grobów żołnierzy
radzieckich i niemieckich. W dniach 24-25 kwietnia 1953 roku przeprowadzono
ekshumacje w 11 okolicznych miejscowościach. Z 33 mogił (pojedynczych i
zbiorowych) wydobyto 121 zwłok żołnierzy radzieckich. Pochowano ich na cmentarzu
w Szczecinku. Szczątki ostatnich poległych ekshumowano w 1975 roku.
1 maja 1952 roku postawiono w centrum Przechlewa pomnik „Za naszą i Waszą
wolność”. Kolejny odsłonięto 12 października 1968 roku. Podobny postawiono z
inicjatywy członków Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego w 1985 roku w Sąpolnie.
(MW)